Derrida — literatura jako instytucja i prawo do powiedzenia wszystkiego

Abstract

Derrida rozumie literaturę nie jako ponadhistoryczny rodzaj pisma ani jako immanentną właściwość tekstu, lecz jako historycznie określoną instytucję — układ społeczno-prawno-językowy, który przyznaje piszącemu szczególne uprawnienie: prawo do powiedzenia wszystkiego (le droit de tout dire). Siła literatury pochodzi z paradoksu: jest ona doświadczeniem, ale doświadczeniem bez zobowiązań wobec rzeczywistości, co uwalnia performatywną moc języka i umożliwia efekt, który Derrida nazywa rewolucyjnym. Zarazem zasada literatury — powiedzenia wszystkiego — jest strukturalnie niemożliwa do spełnienia, co czyni każdy akt pisarski wydarzeniowym i niepowtarzalnym.

Dla Derridy literatura jest instytucją w sensie historycznie ukształtowanej reguły, pewnego układu społecznego i prawnego, który konstytuuje pewne wypowiedzi jako literackie, a piszącym przyznaje szczególny status. Instytucja literacka różni się od innych dyskursów tym, że przyznaje pisarzowi le droit de tout dire — prawo do powiedzenia wszystkiego, wypowiedzenia czegokolwiek, bez konieczności odpowiadania przed instancjami, które normalnie regulują mowę: moralnością, prawem, referencją, weryfikacją.

To odróżnia Derridę od esencjalistycznych ujęć literackości. Literackość nie jest właściwością immanentną tekstu — nie można jej wskazać niezależnie od historycznego i instytucjonalnego kontekstu, w którym tekst funkcjonuje. Ta sama wypowiedź może być literacka lub nie w zależności od miejsca, czasu i układu instytucjonalnego, który ją otacza. Instytucja literacka jest zmienna, jej granice są negocjowane i sporne.

Derrida dostrzega strukturalne pokrewieństwo między nastawieniem literackim a husserlowską epoché. W obu przypadkach następuje zawieszenie pewnych zobowiązań normalnej mowy i percepcji: w redukcji fenomenologicznej zostaje zawieszona teza generalna nastawienia naturalnego (przekonanie o niezależnym istnieniu świata), w nastawieniu literackim zostaje zawieszone pytanie o faktyczną referencję i zobowiązanie do prawdziwości. Zdanie w powieści nie jest prawdziwe ani fałszywe w tym samym sensie co zdanie w protokole sądowym — neutralizacja roszczenia do prawdy nie jest defektem tekstu literackiego, lecz warunkiem jego możliwości.

Analogia nie jest jednak tożsamością: nastawienie literackie nie jest filozoficzną metodą, ma charakter niesystematyczny, a zawieszenie, do którego prowadzi, nie jest wstępem do transcendentalnego badania świadomości. Derrida interesuje się tym, co ta analogia ujawnia o obu dziedzinach — fenomenologii i literaturze — nie tym, by jedną zredukować do drugiej.

Żeby literatura mogła wywrzeć efekt, który Derrida określa jako rewolucyjny — zmienić optykę, otworzyć niemożliwe wcześniej myślenie, wypowiedzieć to, co pozostawało niewypowiadalne — musi wyrwać się spod normalnych trybunałów oceny. Derrida używa pojęcia detrybunalizacji: literatura neutralizuje instancje sądzące (prawne, moralne, epistemiczne), odciąża wypowiedź ze zobowiązań, które normalna mowa na sobie dźwiga.

Dopiero po tej neutralizacji wyzwolona zostaje performatywna siła języka: język przestaje jedynie referować, zaczyna działać, tworzyć, otwierać. Fikcja nie opisuje — coś robi z czytającym i z językiem. W tym sensie literatura jest bliższa Austinowskim aktom mowy niż opisowi stanów rzeczy — ale jest też aktem szczególnym, bo jego skutki nie są przewidywalne ani kontrolowane przez autora.

Każde dzieło literackie jest zdarzeniem jednostkowym: ma swój niepowtarzalny akt pisania, swój początek i koniec, jest zakorzenione w konkretnym czasie i miejscu. Zarazem — i tu Derrida sięga do swojego pojęcia iterowalności (itérabilité) — każdy znak, żeby w ogóle funkcjonować jako znak, musi być zdolny do powtórzenia w nieobecności autora, w innych kontekstach, przez innych czytających. Tekst literacki jest strukturą iteratywną w stopniu szczególnie wyraźnym: napisany raz, czytany jest w nieskończonych kontekstach, oderwany od intencji, która go powołała.

Powiedzenie wszystkiego jest zasadą literatury — ale zasadą strukturalnie niemożliwą do spełnienia. Żaden tekst nie powie naprawdę wszystkiego. Pisanie jest więc braniem odpowiedzialności za niemożliwość: pisarz nie bierze na siebie potencjalności mówienia, lecz ciężar niemożności pełnego wypowiedzenia — i mimo to pisze. Stąd każdy akt pisarski jest wydarzeniowy w radykalnym sensie: jest próbą uchwycenia tego, co wymyka się językowi. Zasada literatury (powiedzenie wszystkiego) wchodzi w konstytutywny konflikt z jej bytem (konkretną formą, materialnością, instytucją). Literatury nie można wyprowadzić ani z jednego, ani z drugiego bieguna tego napięcia.

Wobec Derridy formułowano zarzut wsobności i tekstualizmu: skoro deklaruje, że „nie istnieje poza-tekst” (il n’y a pas de hors-texte), to dekonstrukcja obraca się wyłącznie wśród tropów, tracąc kontakt z rzeczywistością pozajęzykową. Rezultat: utożsamienie dekonstrukcji z radykalnym idealizmem językowym („tylko tekst istnieje”).

Zdanie to pochodzi z O gramatologii (1967) i jest nagminnie wyrywane z kontekstu. Derrida nie twierdzi, że nie istnieje rzeczywistość materialna ani że nie ma nic poza słowami — twierdzi, że nie ma żadnej pozajęzykowej, przezroczystej instancji odniesienia, do której moglibyśmy dotrzeć wprost, omijając pracę języka, tekstu i interpretacji. Każdy dostęp do „rzeczywistości” jest zawsze już zapośredniczony przez struktury znakowe.

  • „Tekst” u Derridy = nie tylko książki, ale szerzej: sieć znaków, różnic, kodów, instytucji symbolicznych, w których żyjemy.
  • „Nie ma poza-tekstu” = cokolwiek nazywasz rzeczywistością, osiągasz przez te sieci: opisy, kategorie, dyskursy, obrazy, praktyki – nigdy „surową rzecz samą w sobie” bez medium znaczenia.

Przykład:

  • mówisz: „czysty fakt biologiczny: płeć”.
  • Derrida zapyta: jak ten „fakt” jest opisywany medycznie, prawnie, religijnie, naukowo, obyczajowo? Jakie rozróżnienia (męskie/żeńskie, normalne/nienormalne itd.) są tu już narzucone? To jest właśnie „tekstualność” – struktura znaczeń, która współkonstytuuje „fakt”.

Zarzut wsobności jest więc po części oparty na nieporozumieniu terminologicznym, po części jednak wskazuje na realne napięcie w projekcie Derridy: między analizą strukturalną tekstu a możliwością interwencji etycznej i politycznej. Napięcie to pozostaje otwarte w recepcji i jest jednym z osi sporów o dekonstrukcję.

W wielu późniejszych tekstach (np. o prawie, gościnności, sprawiedliwości, świadectwie) Derrida:

  • nie wycofuje twierdzenia o braku „poza-tekstu”,
  • ale pokazuje, że właśnie dlatego, że wszystko jest zapośredniczone, odpowiedzialność staje się bardziej, a nie mniej radykalna:
    • nie ma gotowych, ostatecznych zasad, które „przemówią same za siebie” (poza tekstem),
    • za każdym razem trzeba interpretować sytuację, prawo, świadectwo, cierpienie Innego,
    • i ta interpretacja nigdy nie jest czysto techniczna – jest aktem odpowiedzialności.

„Brak poza-tekstu” nie znosi rzeczywistości, lecz znosi złudzenie przezroczystego dostępu do niej i zmusza do myślenia o tym, jak nasze sposoby mówienia ją kształtują.


  • „Il n’y a pas de hors-texte” — Derrida, De la grammatologie (1967), s. 227 (wyd. fr.)

  • Jacques Derrida, De la grammatologie (Éditions de Minuit, 1967)
  • Jacques Derrida, Passions (Galilée, 1993) — o instytucji literackiej i prawie do powiedzenia wszystkiego
  • Jacques Derrida, Demeure. Fiction et témoignage (Galilée, 1998)
  • Derek Attridge (red.), Acts of Literature (Routledge, 1992) — wybór tekstów Derridy o literaturze z wprowadzeniem
  • Zob. też: Derrida — iterowalność i struktura znaku; Husserl — epoché i redukcja fenomenologiczna; Austin — performatywność aktów mowy

Tagi

jacques-derrida fikcja inne-dziedziny-akademickie evergreen