Wędrówki sceptyka (Bruno Schulz)
Abstract
U Schulza sens świata nie jest dany poza językiem, lecz konstytuuje się w słowie, które zarazem nigdy nie daje pełnego dostępu do rzeczywistości. Poznanie napędza wiara, że u kresu badań można odnaleźć ostateczny sens świata, ale każda taka próba kończy się tylko doraźnym rusztowaniem znaczeń. Język, pojęcia i nauka są formami nieustannej mityzacji: przetwarzają dawne opowieści, zamiast docierać do trwałej substancji rzeczy. Po odkryciach nowoczesnej nauki rozpada się obraz świata jako całości jednoznacznie sensownej, a człowiek zostaje w sytuacji poznawczej nocy. Schulzowski sceptycyzm nie prowadzi jednak do milczenia, lecz do rozpoznania, że mowa krąży wokół braku, powtórzenia i przemiany.
U Schulza język nie jest jedynie narzędziem opisu świata, lecz miejscem, w którym świat w ogóle nabiera sensu. Formuła, że „rzeczywistość jest cieniem słowa” (Mr, s. 386), oznacza, że sensowność nie poprzedza aktu nazwania, lecz rodzi się w obrębie mowy. Zarazem nie prowadzi to do afirmacji stabilnej istoty rzeczy. Jeśli Schulz sięga „istoty”, to nie rozumie jej substancjalnie: nie jako trwałego rdzenia bytu, lecz jako układ paradoksalny, podporządkowany przemianie i powtórzeniu.
Najsilniejszym impulsem epistemologicznym pozostaje wiara, że egzystencjalne poszukiwanie może zostać zwieńczone odkryciem sensu tego, co budzi metafizyczny niepokój: tego, co tajemnicze, absurdalne albo oporne wobec intelektu. Stawką poznania jest tu nie tylko wyjaśnienie świata, lecz także nadanie znaczenia ludzkiemu wysiłkowi. Dążenie do uchwycenia istoty rzeczywistości, jej przyczyny ostatecznej i rządzących nią zasad nie ustaje właśnie dlatego, że tylko ono obiecuje przezwyciężenie bezsensu.
Schulz zarazem pokazuje, że owe sensotwórcze konstrukcje są kruche i sztuczne. Wiedza „szuka” ostatecznego sensu „na szczycie swych sztucznych spiętrzeń i rusztowań” (Mr, s. 384). Poznanie nie odsłania więc po prostu fundamentu rzeczy, lecz nieustannie wznosi prowizoryczne konstrukcje pojęciowe. Z tego wynika charakterystyczne napięcie: człowiek nie może zrezygnować z sensu, ale nie dysponuje żadnym językiem, który dawałby sens definitywnie.
To właśnie dlatego Schulz ujmuje dzieje myśli jako nieustanny recycling pojęć, kategorii, tematów i idei. Kolejne pokolenia wracają do tych samych pytań i tych samych figur, wydobywając je z „wysypiska pojęć” jak cenne znaleziska. Nowość poznania okazuje się w dużej mierze nowym użyciem resztek dawnych mitów. Nie chodzi tylko o poezję i religię. Także nauka uczestniczy w tym samym ruchu mityzacji, ponieważ człowiek nie umie pogodzić się z wizją świata przypadkowego, pozbawionego głębszego sensu.
W tym sensie mowa jest „metafizycznym organem człowieka”. Nazwać coś znaczy włączyć to w porządek sensu: „Nazwać coś – pisał Schulz – znaczy włączyć to w jakiś sens uniwersalny” (Mr, s. 384). Nazwanie nie jest neutralnym oznaczeniem przedmiotu, lecz aktem interpretacyjnym, który osadza rzecz w szerszej całości znaczeń. Pragnienie poznania okazuje się więc tożsame z pragnieniem nazwania.
Schulz radykalizuje tę intuicję, gdy twierdzi, że nawet najbardziej trzeźwe pojęcia są odległymi pochodnymi mitów i dawnych „historyj”. Operujemy nimi tak, jak barbarzyńcy budujący domy z fragmentów dawnych posągów bogów. Oznacza to, że pojęciowość nie przezwycięża mitu, lecz stanowi jego przeobrażoną, okaleczoną i częściowo zapomnianą postać. „Najpierwotniejszą funkcją ducha” pozostaje bajanie, tworzenie opowieści; wiedza zaś pozostaje napędzana przeświadczeniem, że na końcu badań czeka sens ostateczny.
Stąd bierze się jedna z centralnych metafor Schulza: język i pojęcia przypominają „poćwiartowane ciało węża z legendy” (Mr, s. 384), którego kawałki „szukają się wzajemnie w ciemności”. Metafora ta dotyczy nie tylko poetyckich obrazów, lecz także „najtrzeźwiejszych pojęć” intelektu. Język jest rozczłonkowany, fragmentaryczny, niezdolny do odzyskania utraconej pełni. Nadmiar wyjaśnień współistnieje z niedostatkiem sensu: im więcej glos, komentarzy i konstrukcji, tym wyraźniej odsłania się niemożność totalnego wyeksplikowania rzeczywistości.
Schulz nie wyciąga z tego wniosku, że należy porzucić mowę. Przeciwnie: „duch ludzki niestrudzony jest w glosowaniu życia przy pomocy mitów” (Mr, s. 385). Mityzacja nie jest błędem, który można po prostu skorygować, lecz podstawowym trybem ludzkiego odnoszenia się do świata. To dlatego rozpoznanie fragmentaryczności języka może prowadzić dwojako: albo do tęsknoty za czasem mitycznym, za „dzieciństwem ludzkości”, albo do doświadczenia epistemologicznego mroku.
To drugie doświadczenie zostaje mocno wyeksponowane w eseju Wędrówki sceptyka. Schulz opisuje wcześniejszy stan świadomości, poprzedzający teorię względności i geometrię nieeuklidesową, jako „dziecinną chorobę”, „ospę wiatrową, na którą się nie umiera” (Ws, s. 426–427). Po nowoczesnych odkryciach nastaje jednak epistemologiczna i aksjologiczna noc. Świat nie może już jawić się jako całość bezdyskusyjnie sensowna, poznawalna i wyrażalna. Rozpada się nie tylko pewność poznawcza, lecz także pewność co do ładu wartości.
W tej sytuacji człowiek staje się wędrowcem po omacku. Schulz oddaje to figurą istoty podobnej do kraba, idącej „po mieliznach dna” i oświetlającej drogę „fosforescencją swego mózgu”. Obraz ten nie obiecuje wyjścia ku jasnej syntezie. Poznanie staje się lokalne, chwilowe, własnym światłem rozświetlające jedynie najbliższy fragment ciemności. Sceptycyzm nie oznacza tu prostego negowania sensu, lecz życie w warunkach, w których sens nie może już zostać zagwarantowany przez stabilny kosmos.
Na tym tle wyraźniej widać funkcję Schulzowskich zabiegów lingwistycznych. Język jego utworów nie zachowuje się tak, jakby mógł przezroczysto dotrzeć do substancjalnej istoty rzeczy. Przeciwnie, jest modelowany tak, by ujawniać własną okrężność, nawrotowość i skłonność do osuwania się po powierzchni. Słowo nie tyle chwyta istotę, ile owija się wokół braku, prześlizguje po naskórku rzeczy, kompensując nieosiągalność pełni intensywnością figur, metafor i nawrotów.
Schulzowski sceptycyzm nie jest więc sceptycyzmem prostego zwątpienia w możliwość poznania. To rozpoznanie, że poznanie jest nieodłączne od mitotwórstwa, a język zarazem ustanawia sens i zdradza jego niepełność. Świat nie daje się ostatecznie ugruntować, ale też nie może być przeżywany poza nieustanną pracą sensu. Dlatego człowiek pozostaje skazany na wędrówkę: pomiędzy potrzebą znaczenia a świadomością, że każde znaczenie jest tylko fragmentem dawnej, rozproszonej całości.
-
„Rzeczywistość jest cieniem słowa” (Mr, s. 386).
-
„Nazwać coś […] znaczy włączyć to w jakiś sens uniwersalny” (Mr, s. 384).
-
„Najtrzeźwiejsze nasze pojęcia i określenia są dalekimi pochodnymi mitów i dawnych historyj” (Mr, s. 384).
-
„Najpierwotniejszą funkcją ducha jest bajanie, jest tworzenie «historyj»” (Mr, s. 384).
-
Wiedza „szuka […] na szczycie swych sztucznych spiętrzeń i rusztowań” ostatecznego sensu świata (Mr, s. 384).
-
„Duch ludzki niestrudzony jest w glosowaniu życia przy pomocy mitów” (Mr, s. 385).
-
Obraz pojęć jako „poćwiartowanego ciała węża z legendy”, którego kawałki „szukają się wzajemnie w ciemności” (Mr, s. 384).
-
Obraz człowieka idącego jak „krab” „po mieliznach dna, oświetlając sobie drogę fosforescencją swego mózgu” (Ws).
-
Bruno Schulz, Mityzacja rzeczywistości.
-
Bruno Schulz, Wędrówki sceptyka.
-
Odwołanie kontekstowe: Bruno Schulz, Sklepy cynamonowe.
Tagi
tozsamosc-narracyjna sceptycyzm-zagadnienia-rozne teoria-wartosci evergreen